Obietnica jest kusząca: kilka tygodni wyrzeczeń, szybki spadek masy ciała, a później powrót do normalnego życia. To właśnie na takim schemacie opiera się popularność wielu restrykcyjnych diet. Problem w tym, że „powrót do normalności” często oznacza powrót do dokładnie tych samych nawyków, które wcześniej sprzyjały przybieraniu na wadze.
W efekcie kilogramy zaczynają wracać. Czasem powoli, a czasem zaskakująco szybko.
Dieta z datą końcową ma podstawową wadę
Jeżeli ktoś zaczyna odchudzanie z myślą: „wytrzymam tak do końca miesiąca”, już na początku traktuje dietę jako stan tymczasowy.
Przez kilka tygodni nie je pieczywa, makaronu, słodyczy, nie wychodzi ze znajomymi i przygotowuje oddzielne posiłki dla siebie. Może rzeczywiście schudnąć. Nie dowiaduje się jednak, jak jeść wtedy, kiedy dieta się skończy.
To trochę tak, jakby nauczyć się oszczędzać pieniądze poprzez miesięczny zakaz robienia jakichkolwiek zakupów. Krótkoterminowy rezultat może być imponujący, ale problem pojawia się po zakończeniu eksperymentu.
Im większy głód, tym trudniej utrzymać plan
Bardzo duże ograniczenie jedzenia przez jakiś czas może być możliwe dzięki motywacji. Zwykle jednak nie da się przez wiele miesięcy ignorować głodu, zmęczenia i ciągłego myślenia o jedzeniu.
Wtedy pojawia się mechanizm „wszystko albo nic”. Skoro dieta została już złamana kawałkiem ciasta, można równie dobrze zjeść kolejne dwa. A skoro weekend nie wyszedł zgodnie z planem, nową dietę zaczniemy od poniedziałku.
Tak powstaje cykl restrykcji i przejadania się.
Zakazane produkty stają się jeszcze bardziej atrakcyjne
Całkowity zakaz jedzenia konkretnych produktów bywa dla niektórych osób prosty, ale u innych przynosi odwrotny efekt. Im bardziej próbują nie myśleć o czekoladzie, pieczywie czy pizzy, tym częściej właśnie te produkty pojawiają się w ich głowie.
W dłuższej perspektywie przydatniejsza może być nauka jedzenia ich w rozsądnej ilości.
Pizza zjedzona raz na jakiś czas nie przekreśla odchudzania. Znacznie większym problemem może być przekonanie, że po jej zjedzeniu „wszystko jest już stracone”.
Szybki spadek na początku może mylić
W pierwszych dniach niektórych diet masa ciała może spaść bardzo wyraźnie. Nie oznacza to jednak, że każdy utracony kilogram jest kilogramem tkanki tłuszczowej.
Na wynik wagi wpływa między innymi ilość wody oraz zapasy glikogenu. Zmiana sposobu jedzenia, szczególnie mocne ograniczenie węglowodanów, może więc szybko wpłynąć na wagę.
Gdy po zakończeniu diety sposób żywienia wraca do wcześniejszego modelu, część kilogramów może pojawić się równie szybko. To często prowadzi do niepotrzebnego poczucia porażki.
Lepsza dieta jest mniej widowiskowa
Rozsądna redukcja zwykle nie wygląda spektakularnie. Człowiek nadal może zjeść obiad z rodziną, pójść do restauracji i od czasu do czasu sięgnąć po deser. Zmieniają się przede wszystkim proporcje, częstotliwość niektórych produktów, wielkość porcji oraz codzienne nawyki.
Efekty mogą pojawiać się wolniej, ale jednocześnie łatwiej utrzymać taki sposób jedzenia przez dłuższy czas.
Warto planować również okres po odchudzaniu
Jednym z błędów jest skupienie całej uwagi na osiągnięciu konkretnej liczby na wadze. Tymczasem redukcja to tylko jeden etap.
Po jej zakończeniu nadal trzeba jeść, robić zakupy, chodzić na rodzinne uroczystości i wyjeżdżać na wakacje. Dlatego już podczas odchudzania warto uczyć się radzenia sobie właśnie z takimi sytuacjami.
Jeżeli dieta działa wyłącznie wtedy, gdy można przygotowywać wszystkie posiłki samodzielnie i nie pojawiają się żadne odstępstwa, w normalnym życiu może okazać się wyjątkowo krucha.
Sukcesem nie jest tylko schudnięcie
Znacznie trudniejszym zadaniem jest utrzymanie osiągniętej masy ciała. Pomaga w tym zachowanie części nawyków wypracowanych podczas redukcji: regularnej aktywności, rozsądnych porcji, obecności warzyw w jadłospisie i świadomego podejścia do przekąsek.
Nie trzeba jeść idealnie przez całe życie. Chodzi raczej o to, aby sposób żywienia po zakończeniu odchudzania nie różnił się diametralnie od tego, który doprowadził do utraty kilogramów.
Najlepsza dieta redukcyjna nie powinna więc wymagać ciągłego pytania: „kiedy będę mógł ją skończyć?”. Powinna stopniowo prowadzić do sposobu jedzenia, z którym można normalnie żyć także wtedy, gdy odchudzanie przestaje być celem.